Szkoła Powszechna w Bębnowie ze wspomnień Zygmunta Jędrasika

Szkoła Podstawowa Zostaw komentarz

W Bębnowie była jednoklasowa szkoła powszechna. Chodziły do niej dzieci z Bębnowa, Kresów, Walkowa i z Borków. Dzieci miały daleko do szkoły, niektóre ponad 4 km. Rano uczyły się klasy III i IV, a po obiedzie I i II. Nauczycielki były z Galicji, to jest z zaboru austriackiego. My byliśmy pod zaborem rosyjskim. U nas nie było obowiązku chodzenia do szkoły, wiąc po odzyskaniu niepodległości nie mieliśmy nauczycieli. W zaborze austriackim nauka była obowiązkowa, podobnie pod zaborem pruskim. Dlatego więc nauczyciele przyjeżdżali stamtąd. Kiedy ja chodziłem do V klasy do Konopnicy to kierownik szkoły był z Poznania. Pamiętam dwie nauczycielki Galicjanki w Bębnowie Chomińcówna i Ciszewska. Potem przyszedł do nas nauczyciel wykształcony już w niepodległej Polsce. Nazywał się Pełka, pochodził z Parcic koło Czastar i był synem chłopa. W szkole zaczął wystawiać jasełka, uczył śpiewać, organizował wycieczki. Było wiać, że chce temu ludowi, z którego wyszedł coś z siebie dać. Po dwuch latach przeniesiono go do Konopnicy. Tam była już szkoła 6-klasowa. Utworzył tam drużynę ZHP do której ja też należałem. Drużyna miała organizowane wycieczki sobotnio-niedzielne aż pod Sieradz w Monicach nad brzegiem rzeki Warty. Szliśmy ten kawał drogi pieszo aż do zmroku. Kiedy doszliśmy rozbiliśmy tam namioty z płacht, jakie wzięliśmy ze sobą. Jeden taki obóz mieliśmy w Zielone Świątki. Około godziny 1000 zobaczyliśmy wielki dym. Za parę godzin dowiedzieliśmy się, że spaliła się wieś Dziadoki, wieś koło Krzeczowa. Potem ją odbudowano i nazwano Niżankowice na cześć Niżankowskiego – starosty wieluńskiego, który położył wielkie zasługi przy odbudowie wsi. Nauczyciela Pełkę zastąpił w Bębnowie nauczyciel Kostrzewa z żoną. Rodem był z Raduckiego Folwarku. W sierpniu 1939 roku został zmobilizowany do wojska, następnie dostał się do sowieckiej niewoli, z której uciekł. Wrócił i zamieszkał u brata w Raduckim Folwarku. W listopadzie 1944 roku został aresztowany przez gestapo i już nie wrócił. Zginął w obozie koncentracyjnym. W latach 30-tych nauka była obowiązkowa. Za nie przysyłanie dziecka do szkoły była kara 5 zł. A było to bardzo dużo na owe czasy. W tym czasie 100 kg żyta kosztowało 8÷10 zł. Bochenek chleba 55 gr., kilogram żywca wieprzowego 60÷80 gr. Trzeba wziąć po uwagę, że świnie karmiło się kartoflami wymieszanymi z plewami z odrobiną ospy czyli otrębów. Świnie rosły i tuczyły się długo. Około 6 miesięcy. Rzeźników było paru, więc kupowali jak najtaniej. Gdzieś około 1933 roku nastała moda na bekony, czyli świnie mięsne o wadze do 50 kg. Te były płatne lepiej.

Po ukończeniu 14 roku życia do szkoły można było już nie chodzić. Ktoś biedniejszy, o cięższych warunkach życia, posyłał swoje dzieci na służbę do bogatszych gospodarzy. Za wikt i jakieś marne odzienie pracowałi u bogatszych. Taka była dola ludzi ubogich i ich dzieci. Chleb powszedni mieli tylko w niedzielę i przy większych świętach. Nie wspomnę tu o przednówku, dzisiaj tego słowa się nie używa. W roku 1935 tylko ja sam z całej wsi w Bębnowie ukończyłem 7 oddziałów szkoły powszechnej – V i VI klasę w Konopnicy, a VII w Osjakowie. Sam jeden chodziłem do klasy V w Konopnicy.

Zostaw komentarz

Silnik: Wordpress - Theme autorstwa N.Design Studio. Spolszczenie: Adam Klimowski.
RSS wpisów RSS komentarzy Zaloguj się